Dzień 12: Wracamy do normalności…

Autor:

w

Po mocnych, przyrodniczych przeżyciach w Livingstone czas wrócić do codzienności świata misyjnego. Codzinność, czyli różne niespodzianki w sprawach prostych i oczywistych.

Dzień rozpoczęliśmy Mszą św. o godz. 6:30, ale nie w kościele parafialnym tylko w kaplicy nowicjatu Sióstr Służebniczek. Ta zmiana jest spowodowana remontem kościoła parafialnego (będą położone nowe płytki na posadzce).

Następnie śniadanie i do pracy. Tutaj też nie wszystko było standardowo. Zosia zajęła się porządkami w busie po naszej trzydniowej wyprawie. Natali, Ania i Julia Bera starały się odróżnić zasiane warzywa od chwastów. Gabrysia, Kuba i ja kończyliśmy przygotwywanie kompostów.

Zapewne zasatnawiacie się co z Juliettą?? Co jakiś czas zmęczenie, falcimar i inne okoliczności dają o sobie znać. Tym razem los padł nie na Macieja (jak to było w Dziejach Apostolskich), ale właśnie na Juliettę, w związku z czym przyszedł moment na zjazd do alei serwisowej.

Nasza praca tego dnia miała różne oblicza. Po sprzątnięciu samochodu i zakończeniu akcji kompost-Zambia 2026, Zosia z Gabrysią przeniosły się w świat moringi, a Kuba i ja zabraliśmy maczety aby przygotowywać paliki, które posłużą do opisania grządek (możliwe, że relacje z tych działań pojawią się kolejnych dniach).

Dołączam również film instruktażowy odnośnie do ubijania kompostu dla posiadaczy działek ROD.

Po pracy czas na obiad, tym razem kuchnia zaserwowała pierś z kurczaka z ryżem i sosem śmietanowym (byliśmy kulinarnie wzruszeni!!!).

Następnie powinno być bardzo prosto – dom dziecka i zabawy. Ale znów nastapiła mała korekta planów, ponieważ pojawiły się obchody środowych imienin s. Marty. Solenizantka ugościła nas pysznym tortem własnej produkcji.

Potem przyszedł czas na zabawy z dzieciakami w różnych grupach wiekowych. Które zakończyliśmy wspólną modlitwą o godz. 17:00 w kaplicy domu dziecka.

Dzień się kończy… więc czas na pobudkę – Julietta dzielnie przespała 18 godz. Mam nadzieję, że z VERVĄ niczym po tankowaniu na Orlenie rozpocznie nowy dzień pracy.

Jeszcze nieszpory i kolacja, a wisienką na torcie były jeszcze wieczorne odwiedziny handlarza rybami. Jednak dziewczyny ze względu na „uczulenie na ryby” rezygnowały z przejęcia towaru drogą kupna.

To by było na tyle. Czas szybko mija, zatem już jutro (w piątek) o godz. 15:10 startuje mój samolot do Polski, a w pasach startowych czeka już fr. David, który od niedzieli zacznie swoją zambijską przygodę.

Błogosławię + fr. John

Komentarze

2 odpowiedzi na “Dzień 12: Wracamy do normalności…”

  1. De Poniec

    Szczęśliwej drogi powrotnej Księże Janie! Julietta, wracaj zdrowa, bo robota czeka! 😁

  2. De Poniec

    ,,Codzinność, czyli różne niespodzianki w sprawach prostych i oczywistych.” — co za złote myśli!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *