Dzień dobry! Rozpoczynamy naszą podróż do domu!
Zobaczę jeszcze jaki długi wyjdzie ten wpis, bo jak wiecie, drodzy Czytelnicy – droga jest dluga.
Dzień 26 – 13 sierpnia znowu rozpoczął się w nocy. Rozpoczeliśmy pakowanie. Trochę chodzenia po pokojach, zbieraliśmy ubrania, które jeszcze dosychały, dzieliłyśmy łupy i inne atrakcje. Trochę skubalyśmy resztki, które nadal zostały. Poszłyśmy spać, niektóre trochę szybciej, niektóre trochę później. Wtedy jakoś potwierdziłam w głowie swój pomysł – że spakuje walizkę w walizkę żeby oszczędzić na miejscu i możliwe, że nie uszkodzę aż tak walizki.
Dzień rozpoczął się tradycyjnie – wcześnie ale nie aż tak wcześnie jak mógł. Na godzinę 7 rano udaliśmy się do Domu Dziecka na przedwyjazdową Mszę Świętą, na którą wszyscy dzielnie wstaliśmy. 😎

Po Mszy ostatnie pożegnania z s, Janiną oraz s. Martą. Mamy również pamiątkowe zdjęcie z s. Martą, a s. Janina niestety nam uciekła do swoich obowiązków. Niemniej oczywiście bardzo bardzo doceniamy poświęcony nam czas!
Ksiądz udał się na śniadanie do sióstr, a my dojadalismy resztki… więc powstała OGROMNA JAJECZNICA. Serio, dawno (nie wiem czy kiedykolwiek) nie widziałam tak potężnych porcji jajecznicy i to jeszcze takiej wypasionej, bo z boczkiem i cebulą. Elegancko. Dodatkowo, oczywiście kanapki, resztki makaronu Ani i Berci i przysłowiowe „czyszczenie lodówki”.
Po śniadaniu – akcja sprzątanie i pakowanie. Jeja no to był proves poważny. Jak już wiecie, przywieźliśmy dużo rzeczy dla sióstr oraz o. Tadeusza ale również wiele kupilismy i dla siebie i dla naszego Koła – no i oczywiście dla Was. Niektóre rzeczy, zapewne na granicy legalności musieliśmy bardzo dobrze zabezpieczyć. Finalnie, wszystko udało nam się ogarnąc, posprzątać, spakowac, zważyć, zmieścić się w granicach wagi no i potem to załadować, Uważam, że pasmo sukcesów, bo naprawde nie było to łatwe. Dodatkowo – ważne jest to, że przed wyjazdem z Zambii (albo przed wjazdem do Etiopii – ja nie wiem jak to jest) należy wypełnić ankietę dotyczącą EBOLI oraz możliwych ebolicznych kontaktów. Pliczek, na szczęście online składał się z wielu pytań. Tak szczerze – trochę covidowy vibe. Żeby uzupełnić ten plik udaliśmy się na naszą dróżkę przy domu ojców. No i było to nasze ostatnie spotkanie na „internetowej dróżce”.

Spakowaliśmy walizki na pakę, władowaliśmy się obok nich i pożegnaliśmy wspaniałe Kasisi udając się na lotnisko w Lusace by zobaczyć jak nam pójdzie odprawa. Zaskakująco dobrze i szybciutko. Oddaliośmy bagaże i udaliśmy się na pożegnalną kawkę z o. Tadeuszem.

Ogólnie, co jest ważne w dniu dzisiejszym, w Zambii 13 sierpnia są wybory prezydenckie. Od naszego pobytu dużo się dzieje, słyszymy muzykę, oglądamy plakaty wyborcze rozwieszone przy drogach, spotykamy na swojej drodze różne wiece polityczne oraz widzimy ludzi ubranych w koszulki z twarzą prezydenta, kobiety otulone materiałem również z twarzą. Propaganda i afrykańskość na wyższym poziomie. Ludzie jadący na pace wykrzykujący hasła wyborcze i muzyka, która jest wszędzie. W dniu wyborów wszyscy mają wolne. Nie mieliśmy kierowcy, ponieważ mieli wolne. Nie było dodatkowej osoby w kawiarni na lotnisku, bo było wolne. Nie dojechały słodkości no i przede wszystkim, z racji tego, że jedna Pani była w obsłudze, nie można było zamówić kawy, bo co jak nowy klient przyjdzie a Pani akurat będzie kawą zajęta?

Wzieliśmy więc przekąski z kurczakiem lub wołowiną, w której w środku ciasta jakby francuskiego było mięso i warzywa łącznie z ziemniakami. Całkiem smaczne. Po zjedzeniu pożegnaliśmy się z ojcem Tadeuszem i ruszyliśmy w naszą podróż, tak już na poważnie.

Przed wejściem na pokład jeszcze szybkie fryzury w salonie fryzjerskim „Droga przez mękę” i mogliśmy lecieć pierwszym samolotem z Lusaki do Addis Abeby. W samolocie przytulnie, siedzieliśmy obok siebie. Było prawie pusto. Bardzo luksusowy lot. Niektórzy grali, niektórzy spali, niekrórzy spali ale na leżąco. Naprawdę tyle miejsca dawno nie mieliśmy.

Zjadłam najlepszego kurczaka w samolocie. Nie spodziewałam się, że samolotowe jedzenie może być takie dobre. Do tego była super czekoladka. Ogólnie bardzo polecam linie lotnicze Ethiopian Airlines.

Przesiadkę w Addis Abebie zapamiętamy na pewno na długo. Na dzień dobry postanowiliśmy poszukać indżery. Etiopskiego dania skladającego się z kwaśnego placka oraz sosu. Bardzo ciekawe i to chyba najlepsze słowo, jakiego można użyć przy tym daniu. Ten placek smakował trochę jak zakwas na chleb, a sosy mimo, że łagodne były ostre lekko. Zaskoczyło mnie to, że ten palcuszek miał trochę w sobie naleśnikowości i nie był za sztywny jak się go maczało w sosie. Polecam raz w życiu spróbować. Myślę, że raz wystarczy.



Na szczęście nasze kółeczko z pierwszej strony było puste w środku więc udaliśmy się tam na drzemkę lub kończenie bloga.


Po zjedzeniu marcheweczek, wypiciu przeze mnie imbirowej herbatki udalismy się do naszego gate żeby dowiedzieć się, że na biletach otrzymanych w Lusace nigdzie nie dolecimy i zapraszają nas po odbiór nowych biletów na druczkach linii Turkish Airlines. Było trochę nerwowo, biegająco po innych gate’ach by udało sie przedrukować bilety ale finalnie udało nam się usiąść już w drugim samolocie z Addis Abeby do Instambułu. W samym samolocie jedna pani zrobiła zamieszanie z miejscami i okazało się, że po przesiadkach każdy z nas siedział w innym miejscu i sam tylko ja z Bercią siedziałyśmy obok. Trochę spania, grania, jak obejrzałam film – trudny i ze smutnym zakończeniem ale oparty na faktach więc czasami życie jest naprawdę trudne.

Dzień 27 – 14 sierpnia
Wylądowalismy w Instambule i udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Najpierw standardowo, toaleta podczas której udało nam się przebrac i doprowadzić do stanu, który pozwalał na komfortowe zwiedzanie. Ogarnięci i nawet lekko wyspani udaliśmy się na metro. Metrem sprawnie można dojechać do centrum miasta. No dobrze, średnio sprawnie bo mielismy problemy z kartami biletowymi? Bardzo jesteśmy wdzięczni, że Ksiądz Dawid tutaj się nami wspaniale zaopiekował tak, że mogłyśmy po prostu za nim iść i zaufać mu w pełni, za dużo niemyśląc. Takie poczucie bezpieczeństwa to skarb.

Mogliśmy zwiedzić Hagie Sophie. Najstarszą świątynie, która kiedyś była chrześcijańska by po tylu latach przez bycie muzeum stanąć się meczetem. Wewnątrz możemy podziwiać piękne mozaiki pokryte bizantyjskim złotem, które zachowały się jeszcze z IV wieku. Dodatkowo, co bardzo ciekawe jak na meczet – są zachowane wizerunki świętych. Możemy podziwiać piękne mozaiki przedstawiające Jezusa Chrystusa, Maryję, Jana Chrzciciela i niektórych świętych, gdzieś w oddali – z daleka, ukrytych za filarami. Pechowo – świątynia była w remoncie, więc ogrom przestrzeni był wypełniony rusztowaniem. Dobrze jest zobaczyć to na własne oczy. Jestem za to wdzięczna.




Po Hagia Sophia poszliśmy na targ, by zobaczyć te złoto, miseczki, szale i tureckie klimaty.

Następnie jak na prawdziwą Turcję przystało – zjedliśmy kebaba i udaliśmy się w kierunku lotniska, gdzie jeszcze wypiliśmy herbatę turecką i spakowaliśmy się do samolotu w drodze do Polski, do Warszaaaaawy.



Samolot sprawnie, mi upłynął na drzemce – siedziałam w ostatnim rzędzie – pierwszy raz w życiu.

Mam wrażenie, że bardziej rzuca niż z przodu albo w środku. Wylądowaliśmy. Dobrze wrócić do Polski. Odebraliśmy bagaże no i słuchajcie – dojechały nasze bagaże! Wszystkie! Więc jestem zadowolona bardzo i to serio bardzo duży oddech.

Zostaliśmy odebrani przez ksiedza Jana, który towarzyszył nam przez pierwszą część naszego wyjazdu. Przyjechał w towarzystwie naszego AKMowicza – kl. Karola, który zrobił nam ogromną niespodziankę. Bardzo było nam miło.
W drodze powrotnej wysadziliśmy Gabrysię przy McDonaldzie, około 20 km od Wrzącej Wielkiej koło Koła by mogła dojechać bezpiecznie do domu. Pożegnanie z naszą Królową Dropsów skończyło się jedzonkiem i reszta naszego składu około 23 dojechała na Jeżyce, gdzie zaczęliśmy i skończyliśmy naszą przygodę.


To było moje trzecie doświadczenie misyjne. Boże – dziękuję!
Podczas naszej podróży otrzymaliśmy smutną informację z Kasisi. Dotarła do nas informacja o śmierci Siostry Jolanty. Siostra przeżyła ponad 100 lat, a w samym Kasisi służyła blisko 80 lat. Całe swoje życie poświęciła dla innych. W Domu Dziecka w Kasisi większość czasu opiekowała się najstarszą grupą chłopaków. Jesteśmy bardzo wdzięczni za to, że poznaliśmy Siostrę! Siostro Jolanto – spoczywaj w pokoju.

/Zosia

Dodaj komentarz