Po malej przerwie weekendowej wróciliśmy do pracy na farmie.

Tradycyjnie Jakub i ja kończyliśmy wbijanie/wkopywania słupków i oznaczeni ich tabliczkami.

Tabliczki przybijane do palików posłużą do oznaczenia upraw na grządkach.
Dziewczyny, natomiast wykopywały czosnek

Po pracy na polu- farmie przyszedł czas na obiad i powrót do sierocińca. Powoli już zbliża się czas pożegnań.

Po modlitwie na zakończenie dnia w sierocińcu dostaliśmy dwie kiście małych bananów. Wywołało to wielką radość .

Dzisiaj już nie spotkaliśmy s. Marioli. W sobotę poleciała do Polski z jedną z podopiecznych. Jednak w sierocińcu znalazła dzielną zastępczynię za biurkiem.

Po sierocińcu, udaliśmy się na zachód słońca. Tym razem słońce szybko chowało się za chmurami.

Droga nad jezioro szybko nam przebiegła.

A tam już pozostało nam zrobić kilka zdjęć.

To pozowanie do zdjęć, to zawsze wiele prób, które nie zawsze są widoczne w końcowych efekcie.

Po zachodzie słońce najpierw usiedliśmy na rozgrzanym schodach przed naszym domem wolontariuszy.

I tak ten czas sobie mijał na rozmowach.


Tak minął nam kolejny dzień, który znowu zastał zaznaczony bąblem. Tym razem Natalia dostała pamiątkę po wczorajszym gotowaniu N’shimy.

Jutro już nie pójdziemy na farmę- pójdziemy tylko pracować do sierocińca.
ks. Dawid

Dodaj komentarz