Dzień 3: Witajcie w Kasisi!

Autor:

w

Dzisiejszy dzień rozpoczął się bardzo późno. Tak chcieliśmy. No dobra, nie tak późno jak mógł ale tutaj część naszej ekipy uważa, że „późne wstanie” to godz. 8 rano, więc i tak nie było źle. Spotkaliśmy się o 8:55 z założenia na jutrzni. Po nocnej walce z karaluchami i pająkami oraz …w końcu pierwszym prysznicu po podróży (nie myłam się w samolocie, jak niesłusznie było wspomniane) lekko mi się przysnęło, więc jakoś chwilę po 9 zaczęliśmy jutrznie. Po jutrzni śniadanko, bo już o 10 mieliśmy jechać z Ojcem Tadeuszem na zakupy i przede wszystkim by wymienić pieniądze oraz zakupić karty SIM.

Wybraliśmy się 4-osobową ekipą na te przygody a w międzyczasie w domu trwała walka, o której wspomnę później.

Transport był bardzo afrykański, bo okazało się, że miejsca w samochodzie są dwa a ludzi 4, więc prosta matematyka ➡️ 3 osoby na pakę. Ksiądz Jan usiadł z prozdu, a ja z Natalią i Kubą rozsiedliśmy się na pace i tak zaczęliśmy załatwianie naszych spraw.

Przystanek pierwszy: BANK

Poszliśmy do banku, bo akurat nie było kolejki, a to nie jest takie oczywiste. Przelicznik to mniej więcej 1000 $ = 18500 kwacha zambijska (ZMW). Nie było to wspomniane ale pierwsze nasze zakupy wyniosły +/- 5000 ZMW, czyli około 1020 PLN. OD RAZU ZAZNACZAM, ŻE NIE JESTEŚMY ROZRZUTNI, tak po prostu wyszło. Kupiliśmy zapasy papieru toaletowego, proszek do prania, mikser i tak to się zebrało.

Przystanek drugi: AIRTEL

Po banku, jak już mieliśmy za co, poszliśmy kupic karty SIM, by mieć kontakt chociaż do siebie, Ojca Tadeusza i Siostry Marioli (wiemy, że nas czytają więc pozdrawiamy z sąsiedniego domu! 😎 ) Karty SIM jak to karty SIM… o dziwo zupełnie inaczej, bo bardzo sprawnie. Całkiem fajnie, że tak nam dobrze szło.

Przystanek trzeci: CENTRUM HANDLOWE

Pojechaliśmy wgłąb Lusaki, by odwiedzić największe centrum handlowe. Udaliśmy się do tutejszej Castoramy, by Ojciec załatwił potrzebne rzeczy a my w tym czasie mogliśmy pooglądać tutejsze wanny, umywalki i kibelki. Jak już bylismy w centrum handlowym to poszliśmy na zakupy spożywcze do dość dużego sklepu. Zakupy standardowe, troszkę warzyw, makaronu, wody, coli, trochę chemii gospodarczej no i całkiem fajne ciasteczka, które znaleźśmy już pierwszego dnia a są serio pyszne. Tym razem wydaliśmy dużo mniej 😉

Po zeszłorocznych, kenisjkich doświadczeniach niestety ubolewam bardzo nad tym, że tutaj nie ma warzyw. Większość z nich jest sprowadzana z RPA albo innych krajów afrykańskich i kupujemy je normalnie, w sklepie spożywczym. Wracając pojechaliśmy na stację (dla zainteresowanych paliwo około 25 ZMW). Tam ucięliśmy sobie pogawędkę z panem od tankowania i słodkimi bombelkami, które za nami biegły, co było mega urocze i takie słodko-afrykańskie. Później udaliśmy się na jedyny w okolicy mini-targ i kupiśmy pomidory i te super miotly. Nie dogaliśmy się od razu z panią od pomidorów, więc kilka dni będziemy te pomidory jeść ale to dobrze (pomidory są w białej torbie).

Po tych wszystkich zawirowaniach wróciliśmy do domu i dowiedzieliśmy się co reszta ekipy: Julie , Gabrysia i Ania robiły przez ten czas. No i zrobiły super rzecz: NALEŚNIKI.

Ale słuchajcie, kochani – co to był za proces! Jak wiecie, kupiliśmy mikser i byłoby fantastycznie….aaaaaale nie było prądu. Zaznaczę, że naleśniki musiały być dla ośmiu głodnych osób. Nie wiem ile czasu zajęło samo robienie ciasta ale wiem, że było dorabiane.

Więc tak, jak nie ma prądu to trzeba sobie radzić jakoś inaczej, więc tutaj Ania robiła to w następujący sposób:

Uwierzcie mi – to były naprawdę idealne naleśniki! 😋

Po obiedzie poszliśmy się przywitac z Siostrami ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, które prowadzą Dom Dziecka w Kasisi. Już znaliśmy Siostrę Mariolę ale mogliśmy odwiedzić ją w domu, dowiedzieć się jak bedzie wyglądała nasza praca z dziećmi, co powinniśmy a czego nie powinniśmy robić. Przekazaliśmy potrzebne dla dzieci rzeczy: trochę opatrunków, dużo kaszek dla dzieci oraz sprzęt animacyjny, które mogliśmy zakupić dzięki pomocy Caritas Poznań. My, Siostry i dzieci bardzo dziękujemy 🤍 Następnie zwiedziliśmy Dom z Siostrą Janiną i poznaliśmy dzieciaki, do których udamy się jutro.

Po wizycie w domu musieliśmy lecieć szybciutko na poznanie się z farmą, na której już jutro rano rozpoczniemy pracę. Ojciec Tadeusz oprowadził nas po farmie, powiedział co gdzie rośnie, co możemy sobie podjadać a na co musimy poczekać. Było też zwiedzanie stawu z rybami – tilapią zambijską (chyba?), wytłumaczenie całego procesu zarybiania i odrybiania i przerybrania. Lekko skomplikwoany proces – miejmy nadzieję, że jak już bedziemy ekspertami ds. ryb to wrócimy z opisem procesu.

Następnie udaliśmy się do naszej kaplicy na Mszę Świętą razem z nieszporami. Po Eucharystii kolacja, wieczorna sesja internetowa i zbieraliśmy się na drzemkę, bo jutro jednak ciężki dzień. Zaczynamy Mszą Świętą o godz. 6:30, więc wypadałoby wstać szybciej niż o 6:25.

Pozdrawiam cieplutko i jeszczę tu wrócę.

/Zosia

PS. w moim pokoju już nie ma karaluchów, więc w sumie jest dobrze – podobno rano były widziane w kuchni -> będziemy dawać znaki. Stan pająków i jaszczurek pozostaje bez zmian.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Dzień 3: Witajcie w Kasisi!”

  1. Anna Zwolińska

    Pozdrawiam 😀

  2. jenocik

    💜

  3. DePoniec

    Również nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że godzina ósma rano jest czasem na późne wstawanko… 😵‍💫

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *