Kolejny dzień rozpoczął się standardowo od Mszy Świętej, tym razem zdecydowaliśmy się pójść do kaplicy w Domu Dziecka u Sióstr Służebniczek na godzinę 7.00. W końcu się nie spóźniliśmy, a nawet byliśmy 5 minut przed czasem, ale żeby nie było tak kolorowo zajęliśmy miejsce siostry Marioli i Zosia została przesadzona na drugą stronę nawy głównej.

Ksiądz Jan odprawił Msze w mojej instencji i dostałem życzenia od Ojca Tadeusza i Siostry Marioli za co z całego serca dziękuję, z racji na wspomnienia Św. Jakuba Apostoła, a co za tym idzie moje imieniny.

Po mszy zjedliśmy dla nas standardowe śniadanie, czyli jajecznica chyba czwarty raz z rzędu (może kiedyś zrobimy coś innego, jeśli tak się stanie poinformujemy was). Następnie poszliśmy do dzieci, gdyż w weekend zostaliśmy zwolnieni z pracy na farmie, więc mogliśmy spędzić cały dzień z nimi. Podzieliliśmy dzień na dwie sesje od 9.30 do 11.00, potem przerwa na obiad dla nas i dla dzieci, szybka kawusia i druga sesja od 14.30 do 16.30. W pierwszej sesji grupy były następujące:
- Ja, Julia zwana Julią Berą i ksiądz Jan byliśmy u chłopców lat około 11-14 i graliśmy z nimi najpierw w zbijaka potem w piłkę nożną oraz podjęliśmy się próby wytłumaczenia im jak się gra w palanta i udało się. Na pytanie czy wolą grać dalej w palanta czy chcą zmienić na piłkę nożną odpowiedziały że w palanta, także wnioskuję, że im się nawet spodobało. W trakcie gry od Zosi dowiedziałem się, że pięciolatki pytają się o mnie i o Father John’a, także na drugą sesję postanowiliśmy udać się do nich.
- Zosia, Gabrysia i Natalią były u dwu/trzy latków i dzieci przyprowadziły trzykołowe rowerki i one jeździły i śpiewały Old Macdonald had a farm, a Gabrysia chodziła za nimi i dośpiewywała ia ia o. Standardowa sytuacja dla Zosi, czyli dziecko ją obsikało, ale spokojnie tym razem tylko plecy, ale dziewczyny wyszły szczęsliwe i uśmiechnięte.
- Julietta i Ania podeszły do zabawy z 5 latkami bardzo ambitnie i zrobiły im tor przeszkód z kolorowych grzybków. Skończyło się tak, że po pierwszym pokonaniu tory grzybki zostały rozkradzione przez dzieci. Na szczęście zabrały ze sobą też piłki, także dalsza część zabawy polegała na kopaniu piłki. Ania też czytała książeczkę o sikaniu, a Julietta w tym czasie tańczyła z dziećmi chocolate bez muzyki.


Po porannych zabawach poszliśmy na obiad, który robiły zgodnie z grafikiem zrobionym przez HR naszej ekipy (Juliette) Zosia i Julka Bera. Dziewczyny zrobiły pyszne łazanki z kapustą i boczkiem, które idealne pasowały do bawarki, którą postanowiliśmy wypić z księdzem Janem.

Po obiedzie wybraliśmy się na drugą sesję zabaw i tak jak wcześnij zapowiedziałem poszedłem z księdzem Janem do pięciolatków uzbrojeni w piłki i frezbe. Zabawa była przednia, jak zwykle głównie polegała na bieganiu za piłkami, tańczeniu chocolate (tym razem z muzyką) i podnoszeniu dzieciaków. Na tańce dołączyła do nas Julietta i została jako wsparcie w bieganiu za piłką.

Zosia, Natalia i Gabrysia wyjątkowo nie były podzielone na grupy, tylko mieszały się podczas grania w piłkę, czytaniu książek i robieniu czapek z grzybków. Jak nasze dzieci poszły się myć wszyscy dołączyliśmy do Ani i Julki Bery i dokończyliśmy zabawę z grupą tańcząc i bawiąc się materiałowym tunelem.

Wychodząc od dzieci siostra Mariola zrobiła mi wspaniły prezent z okazji imienin i dostałem różaniec, sok i słodycze. Dziekuję siostrze z całego serca.

Tym przemiłym akcentem blog imieninowy uważam za kompletny. Do zobaczenia w kolejnych wpisach.

Dodaj komentarz