Ten dzień rozpoczął się tak na prawdę wczoraj wieczorem, kiedy Zosia włożyła dwa kurczaki do piekarnika.
Dlaczego? – To się za chwilę wyjaśni.
Dziś niedziela – Dzień Pański – czas odpoczynku i niedzielnej modlitwy. W związku z tym była okazja aby nieco dłużej pospać. Podzieliliśmy się na dwie (bardzo nierówne grupy).
I grupa- J4 + G + N
II grupa – Zosia + Ania
Pierwsza grupa pospała krócej, ponieważ spotkaliśmy się na śniadaniu o godz. 7:30, a następnie wraz z o. Jakubem pojechaliśmy do stacji misyjnej na Mszę Świętą. Oczywyście transport odbył się niezawodną TOYOTĄ z silnikiem D4-D.


Na miejscu zastał nas kościół w budowie i tłum miejscowych mieszkańców przygotowujących się do liturgii. Warunki dość surowe – ale pamiętajmy, że to wyjazd misyjny, a nie wakacje All Inclisive z Rainbow!!


Liturgia w tej części świata zawsze może szokować, szczególnie kiedy przyjeżdża się pierwszy raz. Tłum w czasie procesji, tańce (tym razem dość skromne), muzyka (raczej nie jest to chorał gregoriański) oraz długość samej celebracji – to nas zawsze może zaskoczyć. Tym razem dodatkowo pojawiły sie dwa chóry, które w trakcie Mszy zamieniły się miejscami. Mieliśmy również okazję przywitać się z parafianami, opowiedziec kilka zadań o naszym pobycie i zaśpiewać piosenkę „Pan jest pasterzem moim” (przy akompaniamencie piszącego te słowa).




Na koniec staliśmy się gwiazdami bo znalazł się tłum chętnych do zrobienia sobie zdjęć z nami. Jednak dekoracja z papieru toaletowego mogła nico przeszkadzać.


Po sesjesi fotograficznej przydały się wcześniej zapowiadane kurczaki, ponieważ zostaliśmy uprzedzeni o wspólnym posiłku z liderami grup w sali szkolnej. Ważną sprawą było przygotowanie swojego obiadu żeby dla wszystkich starczyło. Kurczak z przyprawami i cebulą zasmakował nawet tubylcom.

Następnie przyszedł czas na powrót do Kasisi i przy okazji darmowy transport dla niektórych uczestników niedzielnego świętowania.


Podczas naszej nieobecności Zosia z Anią zjadły śniadanie, ogarnęły temat prania, uczestniczyły w Mszy Świętej w kościele parafialnym w Kasisi (która była nad wyraz spokonym doświadczeniem) oraz przygotowały dla siebie obiad.
Ok. godz. 14:30 spotkaliśmy się z naszej bazie. Po krótkich wspomnieniach i obiedzie dziewczyn poszliśmy na gry i zabawy z dziećmi u sióstr. Zapewne wszyscy mamy wrażenie, że jesteśmy już tam dobrze znani, szczegónie przez starszaki.
Przez niedomówienie nasza jutrzejsza wyprawa, która zakończy się w środę została potraktowana przez dzieci prawie jak koniec naszego pobytu, w zwięzku z czym awansem usłyszeliśmy wiązankę pożegnalnych piosenek w rytmie pieśni stadionowych z polskiej ligii piłki nożnej.




A teraz czas na kolację, imieninowe obchody naszej Ani (której życzymy radości, zdrowia i stu lat – nie tylko na misjach) i przygotowania do jutrzejszej wyprawy – niespodzianki. Ale o tym w dalszych częściach naszych misyjnych relacji.
Błogosławię + fr. John

Dodaj komentarz