Dzień 10: Znowu mokro💦

Autor:

w

Dzień dobry, dzień dobry!

Spotkał Was kiedyś śnieg w Afryce?

…nas też nie ale rano było szalone 5 °C. Noc również nie należała do najcieplejszych. Tutaj pozdrawiam wspaniałą towarzyszkę w chłodzie – Gabrysię.

No ale od początku, dlaczego mogliśmy doświadczyć tych 5 stopni…

Śniadanie zaplanowaliśmy na godzinę 6 rano. Mimo rześkiego poranka wstaliśmy i zasiedliśmy wspólnie do stołu. Chwilę przed godz. 7:00 przyjechał po nas Charles. Charles, miły, sympatyczny, młody Afrykańczyk, który spędził z nami pół dzisiejszego, wspaniałego dnia.

Charles zabrał nas na SAFARI. To był jeden (pierwszy) z kilku najważniejszych punktów tego dnia.

Nie do końca wiem jak to się dzieje ale ja chyba przyciągam do siebie słonie. Zanim przyjechaliśmy, Fr Tadeusz wspomniał mi, że ciężko będzie zobaczyć słonia w Zambii… no coż, czasami tak się zdarza, nic na to nie możemy poradzić. Jak możecie się domyśleć – pierwsze zwierzę, które dzisiaj zobaczyliśmy to – SŁOŃ. No to dlaczego one tutaj są? Po prostu obecnie w Zimbabwe i Botswanie brakuje dla nich jedzenia i postanowiły przyjść do Zambii wcześniej – pewnie po jedzenie (zazwyczaj przychodzą około sierpnia/września)ale wszyscy wiemy, że głównym ich celem było zobaczenie nas. No to cóż – 4 słonie przed wjazdem do Parku Narodowego to chyba dobry start.

Wjechaliśmy do Mosi-Oa-Tunya National Park. Zobaczyliśmy wg kolejności: małpy na dzień dobry, jeleniowate – pewnie antylopy, Pumba ( tzw. guziec), słonie, pawiany z dziećmi i bez, bawoły, zebry, małpy duże (pewnie pawiany), żyrafy, zebry, wielkiego ptaka, opustoszałą wioskę, żyrafę, /przerwa na postój i toaletę/ cmentarz, białe nosorożce, wielką jaszczurkę i słonie. Było też dużo „afrykańskich perliczek” oraz małych ptaków. (Tutaj bardzo dziękuję Ani, która właśnie podyktowała mi tę kolejność 🤍) Teraz parę ciekawostek a za momencik będzie kilka zdjęć. Po pierwsze: zebry są czarne w białe paski. Charles nam to wytlumaczył. Jeśli nie wiesz jaki kolor jest dominujący – patrzysz na nos. Zebry mają czarne nosy – są więc czarne w białe paski. Kolejną ciekawostką o zebrach jest to, że ich pasy są tak bardzo super, że jak biegną w stadzie, drapieżnikowi ciężko znaleźć jedną, bo się one zlewają ze sobą w jedną, dużą masę. Praktyczna rzecz. Dodatkowo dowiedzieliśmy się od Charlsa, że płeć słonia można rozpocznać po czole. Czoło samca jest bardziej koślawe – samica ma zaokrąglone.

Pewnie każdy z naszych Szanownych Czytelników słyszał o „Wielkiej Piątce Afryki” (przypomnienie: słoń, lew, nosorożec, bawół, lampart) ale czy słyszeliście o „UGLY FIVE”? My też nie ale szybko wytłumaczymy co się do tej brzydkiej piątki zalicza. Są to hieny, gnu, guźce, marabuty i sępy. Do najładniejszych te zwięrzeta faktycznie nie należą ale nie oceniamy, każde Dzieło Boże jest piękne na swój sposób. Podsumowując te Wielkie Piątki to widzieliśmy słonie, bawoły, guźce i marabuta. Dobry wynik. Dlaczego nie wspomniałam o nosorożcach? W Wielkiej Piątce są nosorożce czarne a (jak wspomniałam wcześniej) dzisiaj widzieliśmy nosorożce białe. Po czym poznajemy? Po kolorze nosa. Wielki ptak zobaczony przez nas wcześniej to marabut. Dodatkowa informacja o żyrafach: nadal cieżko je znaleźć. Dzisiaj np. staliśmy, patrzyliśmy na małpy – 'okej, ciekawe’ a nagle Charles zapytał „podoba Wam się żyrafa?” Wtedy dopiero zauważyliśmy żyrafę, która stała dosłownie obok drzewa na wprost nas. Były też ciekawostki o żyrafach ale było sporo tych ciekawostek, a ja lekko drzemałam w przerwie miedzy zwierzętami (zanim mnie poinformowano o dzisiejszym blogu), więc niestety się nimi nie podzielę, bo nie pamiętam. Wiem za to, że bawoły są bardzo agresywne i bardzo szybkie.

Do zwierząt wrócimy jeszcze ale wyjaśnię o co chodzi z tą opustoszałą wioską i cmentarzem. Wioska była zamieszkana przez stóży parku oraz przez opiekunów zwierząt. Byłoby idelanie ale pojawił się konflikt na linii ludzie-zwierzęta. Zwierzęta zaczęły podchodzić za blisko (głównie słonie i węże) i mieszkanie tam było po prostu niebezpiecznie. Z cmentarzem bardzo Was przepraszam ale nie za dużo pamiętam (postaram się nadrobić tę wiedzę).

No dobrze, o co chodzi z tymi białymi nosorożcami? Ogólnie jest ich już mało na tym świecie ale nie krytycznie mało. Niemniej – warto zobaczyć, bo różnie może być. Tutaj jest taki zwyczaj, że do nosorożców się podchodzi. W strategicznym momencie zostawiliśmy samochód i udaliśmy się z grupą mieszaną norodowościowo blisko nosorożców. Co to był za widok. Trochę blisko, nawet w pewnym moemncie chyba trochę za blisko ale no – zwierzęta robią wrażenie.

Po safari wróciliśmy do naszego domku, gdzie wypiliśmy szybką kawusię, przebraliśmy się i uszykowaliśmy się na wyjście na drugą (z trzech) atrakcji dnia dzisiejszego. VICTORIA FALLS.

No cóż. Wodospady Wiktorii robią wrażenie. RADA: jak Fr. Tadeusz mówi, że będzie mokro – to naprawdę będzie mokro. Przygody z dziećmi oraz pralką to nic w porównaniu z dzisiejszym wodospadem. „Mgiełka” unosząca się nad wodospadem serio przypominała ulewę.

W ramach ciekawostki: Wodospady Wiktorii mają 108 m wysokości i są między Zambią a Zimbabwe. Piękne widoki – tutaj pozdrawiam mojego Tatę, któremu z pewnością baardzo by się podobało. Z moim lękiem przestrzennym było w miarę okej, więc jeśli chodzi o zabezpieczenia – totalna klasa, mimo śliskich kamieni i długiego mostu nad przepaścią.

Widzieliśmy również jak woda zawraca i tworzy wir, dlaczego? Nie do końca wiem ale mam nadzieję, że kiedyś ktoś mądry udzieli mi tej informacji. Serio – widoki super!

Dodatkowo, udało nam się pomachać ludziom oglądającym Victoria Falls ze strony Zimbabwe, więc oficjalnie uczestniczyliśmy w międzynarodowej integracji. Widzieliśmy również pociąg, którym można się przejechać za (jeśli dobrze pamiętam) 200 USD od osoby i obejrzeć wodospady… nieco dalej niż na pieszo, więc ogólna ocena: lepiej na nogach no i na nogach można spotkać naprawde dużo małp a myślę, ze w pociagu nie ma takich atrakcji.

Przy wodospadach niestety nie było naszego kolegi – Charlsa ale pewnie w tym czasie oprowadzał inną grupę po safari – niemniej w dzisiejszym dniu się jeszcze spotkaliśmy. Po cudownych widoczkach udaliśmy się do naszego domku na kawusie. Dokładnie tak samo jak po safari ale tym razem kawusia była dłuższa. Mogliśmy ze spokojem wysuszyć nasze ubrania, nerki i buty.

Punkt trzeci dzisiejszego dnia: REJS PO ZAMBEZII.

Zambezi – rzeka w południowej części Afryki, przepływająca przez Zambię, Angolę, Mozambik, Botswane, Namiibie oraz Zimbabwe. Cóż – spora ta rzeka. Warto tutaj dodać, że zwiedzając safari zazwyczaj mieliśmy tę rzekę po prawej lub lewej stronie. Jak się domyślacie, własnie tutaj doszedł do nas Charles, ktory udał się z nami w rejs i nawet był wodzierejem (?). Co to był za rejs…

Zacznijmy od tego, że płyneliśmy dwupiętrowym stateczkiem, gdzie i na dole, i na górze były rozłożone krzesła i stoliki. Władowaliśmy się na góre. Dowiedzielismy się, że w cenie rejsu jest obiad oraz nielimitowane napoje. Bardzo nam miło 🙂

Wspomniałam, że wrócę do zwierząt więc wracam – słuchajcie -> widzieliśmy hipopotamy i krokodyle na brzegu. Hipopotamy to serio takie duże, ogromne, leniwe kluski, spały sobie lub drzemały. Raz jeden wstał i była atrakcja ale szybko wrócił do leżenia. Większą sensacją były te hipopotamy znajdujące się w wodzie – pływające główki oraz jeden piękny, lekko zaraźliwy ziew. Co do krokodyli – malutkie. Takim to się człowiek nie naje ale widzieliśmy ogon dużego krokodyla i tam był większy potencjał kulinarny ale nie spotkaliśmy się wzrokiem ani tym bardziej na talerzu. Przechodząc właśnie do talerza.. dostaliśmy super obiad. Była rybka – tilapia zambijska z Zambezii, sałatka, fryteczki i widziałam, że niektórzy dostali również kawałek kurczaka. Mi się nie dostało ale Julia Bera się ze mną podzieliła, więc bardzo dziękuję! 🤍(Rybka była lepsza.)

No dobrze ale co poza hipopotamami, krokodylami i jedzeniem? TAŃCE. Jednak od początku 🙂 Pierwotnie siedzieliśmy, podziwialiśmy piękną Zambeziię, ptaszki, hipopotamy itp. ale hm.. ile można siedzieć a że ogóle otoczenie prosiło się o szanty zaczęliśmy je trochę nucić. Szybko od szantów przeszło w Krzysztofa Krawczyka. Jakoś chwilę po naszym koncercie – Charles stwierdził, że włączymy muzykę. Och! po jednodniowej przerwie od JulioBerowej zumby jak dobrze było znowu zatańczyć. Nie minęło za dużo czasu jak zeszliśmy na dól i zaczęlismy tańczyć ze wspołtowarzyszami do afrykańskiej muzyki. Oczywiście – nie zabrakło również naszego polskiego „Prawy do lewego” oraz „W kinie, w Lublinie”. Mamy wrażenie, że naszym nowym, Afrykańskim znajomym nie do końca się to podobało ale byli tacy wytrwali co wczuwali się z nami w te Polskie dzieła muzyczne. Warto dodać, że stateczek cały czas był w ruchu. Polecam. Nagle podczas naszych tańców zorientowaliśmy się (tutaj zasługa ks. Jana), że za moment jest zachód. Nie wiem czy zostało to wspomniane ale w Afryce bardzo szybko robi się ciemno i długie zachody to zdecydowanie nie tutaj. No to wrócilismy na górę.

Część z nas tańczyła, część pozowała do zdjecia. Finalnie wszyscy mamy zdjęcie z zachodzącym Słońcem oraz wszyscy trochę potańczyliśmy. Troche po godz. 18:00 dobiliśmy do portu gdzie zakończyliśmy ten wspaniały rejs. Pożegnaliśmy się z Charlsem i życzymy mu wszystkiego dobrego!

Pamiętajcie – to co w Afryce – zostaje w Afryce!

Wróciliśmy do naszego domku i tym razem nie kawusia – a Msza Święta. Jak dobrze tak skończyć ten wspaniały dzień. Naprawdę – mieliśmy za co dziękować.

Na koniec dnia wspólne pogaduchy i wizyty w moim salonie fryzjerskim. Na ten moment wszyscy już śpią, znowu robi się chłodno. Śniadanie jemy o godz. 5:15.

Życzę wszystkim wspaniałej nocy! Jutro nowy dzień pełen nowych, super rzeczy! ☀️

/Zosia

PS. Jerry chyba bez zmian. Wczoraj w nocy myszkował, więc mam nadzieję, że dzisiaj będzie spokojnie.

PS2. Zaśpiewałam psalm na Mszy (co nie jest oczywiste ale Julietta mnie namówiła, chyba nie było źle – pozdrawiam mojego Tatę po raz drugi). Nie, nie był to mój pierwszy psalm w życiu.

PS3. Widzieliśmy też baobab!

Komentarze

2 odpowiedzi na “Dzień 10: Znowu mokro💦”

  1. De Poniec

    Czy Polska, czy Zambia, kawusia musi być! Jaka dzika perspektywa, że po zambijskich smakach nie patrzycie na krokodyla jako na niebezpiecznego zwierza, ale jak na mięsko do zjedzenia 🐊. Graty za psalm!

  2. Fanka AKM

    Zoologia ma się dobrze !!!
    Dziękujemy Ci, Boże za ten piękny świat i cudownych ludzi.
    Tata ściska Cię mocno, Zosiu ♥️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *