Dzień 13: Go to Niniwa

Autor:

w

Dobry wieczór, z tej strony kolejny raz Julietta(Julia Leśniak tak dla przypomnienia). Natalia prawie, że płacze ze szczęścia, z racji tego, że jej dzieło w postaci tego pseudonimu dalej jest używane na blogu.

Moje samopoczucie zdecydowanie się poprawiło, a więc z odzyskanymi siłami wróciłam dziś do codziennych aktywnosci.Dzisiejszy dzień standardowo rozpoczęlismy od Mszy Świętej. Tym razem udaliśmy się do domu dziecka Sióstr Służebniczek na godz. 7.00, dzięki czemu mogliśmy chwilę dłużej pospać. Zdecydowaliśmy się na tą msze, ponieważ wczoraj ks.Jan z racji dzisiejszego wyjazdu do Polski dostał od Sióstr zaproszenie na wspólne śniadanie po mszy.

Po Eucharystii zjedliśmy śniadanie, po czym wybraliśmy się na farmę. Mieliśmy stawić się na polu o 8.15, jednak niestety nie udało nam się wyrobić, a co za tym idzie kolejny raz zaliczyliśmy drobne spóźnienie.Tym razem pracowaliśmy w trzech grupach. Natalia, Julka i Ania pieliły grządki, Zosia i Gabrysia pracowały przy Morindze, a ja z Kubą obcinalismy drewno(do oznaczenia grzadkow). Właściwie to Kuba je obcinał, a ja szukałam odpowiednich kawałków drewna oraz przytrzymywalam mu kije podczas ich odcinania. Niestety nie mieliśmy piły, tylko maczetę,więc robota szła naprawdę opornie. Mimo wszystko ja osobiście świetnie się bawiłam, jednak wiadomo moje zadanie było znacznie mniej obciążające. Próbowałam pare razy łupać to drewno, jednak szło mi zdecydowanie gorzej, a w dodatku dużo szybciej traciłam siły. Podczas pracy słuchaliśmy/trochę śpiewaliśmy(w sumie chyba tylko ja spiewałam) pieśni uwielbieniowe, co w mojej ocenie dodało wiele radości. Nie obyło się również bez drobnych skaleczeń, przez co musieliśmy wykonać każdy po jednej podróży do naszego domu, aby opatrzyć rany. W skrócie sytuacja opanowana.


Natalia, Julka i Ania wypieliły już prawie wszystkie grządki, także ogromne brawa należą się naszym dzielnym koleżanom. W między czasie cytując Julkę dziewczyny poruszyly poważne, życiowe tematy

Zosia i Gabrysia również wykonały dziś kawał dobrej roboty.Nawet prowadzące Panie puściły je wcześniej do domu, ze względu na wypielone grządki Moringi w naprawdę szybkim tempie. Z fun factów jedna z Pań przeraziła się na widok Zosi w krótkich spodenkach,a co za tym idzie dała Zosi materiał/ręcznik w sumie ciężko mi powiedzieć co to konkretnie jest. W każdym razie widać to na zdjęciu poniżej no i wiadomo sytucja profesjonalnie opanowana.

Planowo oraz w praktyce skończyliśmy prace 25 minut przed godziną 12, aby pożegnać ks.Jana przed jego wyjazdem. Z tego miejsca chciałabym pozdrowić ks.Jana oraz w imieniu całej grupy podziękować za posługę, którą wypełnił na tym wyjeździe. Przede wszystkim za każdą odprawioną msze, poprowadzoną modlitwę, aktywną obecność w naszym gronie, mnóstwo rozmów i wiele innych kwestii, za które należą się podziękowania. W skrócie dziękujemy za wszystko. Na pożegnanie zaśpiewaliśmy ks.Janowi piosenkę, której nauczyły nas dzieci z Domu dziecka. Pod spodem zamieszczam filmik,a więc zapraszam do odsłuchania.


Tekst trochę zmieniliśmy, ponieważ w oryginale śpiewanym przez naszych młodszych towarzyszy druga zwrotka rozpoczyna się od „Go to niniwa”. Pamiętajmy jednak, w szczególności Drodzy Rodzice oraz Bliscy mimo, iż czekamy jeszcze na naszego kolejnego opiekuna ks.Dawida bez obaw, mamy w sąsiedztwie Ojca Tadeusza oraz Siostry, do których zawsze możemy zwrocic się o pomoc.

Na obiad zjedliśmy dziś przepyszne naleśniki zrobione przez Natalie oraz Julkę, zwaną Julką Berą, po czym podzieliliśmy się na grupy oraz udaliśmy się na zabawę z dziećmi.

Przechodząc do zabawy z dziećmi, tym razem Julka,Ania i Natalia poszły do 2-3 letnich maluchów, zwanych przez nas Valendo(krzyczą tak praktycznie za każdym razem, gdy nas widzą+ jest to bardzo urocze).Odrazu dodam,że Valendo znaczy goście. Kuba i Gabrysia wybrali się do grupy 5 letnich chlopców, a ja z Zosią do starszych dziewczynek. Maluchy szybko poszły się myć, więc po krótkim czasie Julka doszła do nas, a Ania z Natalia odwiedziły 5 latków. W naszej grupie rozpoczelismy zabawami z chustą i małymi piankowymi piłeczkami, po czym płynnie przeszłyśmy do skakanki. Dzieci radziły sobie znakomicie na skakance, jednak, gdy wytypowały mnie i Zosie do skakania sytuacja się drastycznie zmieniła. W skrócie trochę nam nie szło, ale grunt, że się starałyśmy prawda? Gdy dołączyła do nas Julka(specjalistka od Zumby) rozpoczęlismy blok taneczny, czyli to co chyba dzieciaki lubią najbardziej. Następnie, korzystając z plastikowych grzybko-pacholków wystukiwaliśmy razem z dzieciakami rytm różnych piosenek, czemu w większości przypadków towarzyszył również śpiew. U 5 latków w okolicy pojawiła się żaba, co bardzo podekscytowało dzieciaki. Nie dużo czasu minęło, aż same postanowiły stać się żabami, poprzez naśladowanie charakterystycznych dla żab skoków. Oprócz tego, jak zawsze było bardzo energicznie, chłopcy bardzo zainteresowali się okularami Ani, pare razy nawet postanowili je zdjąć z jej oczu, aby dokładnie je obejrzeć (naszczęście dalej są w całości). Standardowo, gdy grupa 5 letnich chlopców poszła się myć cała nasza ekipa znalazła się u starszych dziewczynek, dzięki czemu mogliśmy podzielić się na więcej grup. Oczywiście było stanowisko do gry w piłkę nożną, od czasu do czasu pojawiały się zabawy z chustą, była nawet gra w koszykówkę (bez kosza), rzucanie freezby, śpiewanie + wystukiwanie rytmu, tańce i nowość, powstał nawet Afrykański salon fryzjerski. Dzieciaki odgrywały w nim rolę fryzjerów, a Zosia była oddaną klientką. Dzieciaki robiły jej mini warkocze, a na koniec z braku wystarczącej liczby czasu powstał wysoki kitek na cebulkę.Po zabawie udaliśmy się z dzieciakami na wspólną modlitwę do kaplicy, przed którą zaczepili mnie chłopcy z grupy 5 latków. Powiedzieli mi, że za mną tęsknią, co bardzo mnie rozpoczulilo i zmotywowało mnie, aby przy najbliższej okazji wybrać się właśnie do nich.

Niestety pod koniec zabawy zaczęłam znów gorzej się czuć, a dokładniej bolące gardło dało o sobie znać ze zdwojona siłą, więc niestety muszę powiedzieć, że przesadziłam rano z tymi odzyskanymi siłami, a następny dzień prawdopodobnie również będę musiała spędzić na odpoczynku. Po modlitwie Ania,Gabrysia i Zosia wybrały się na oglądanie zachodu słońca. Natalia, Julka, Kuba i ja potrzebowaliśmy odpoczynku, więc zostaliśmy w domu. My odpoczywaliśmy, a dziewczyny wybrały się na spacer nieznanymi nam jeszcze drogami. Zobaczyły nowy typ domów, przypominający namioty. W dodatku nawet udało im się porozmawiać z ich mieszkańcami, co z pewnością było dla nich mocnym przeżyciem.

Od Ojca Tadeusza Zosia dowiedziała się, że są to rybacy, którzy łowią ryby od poniedziałku do soboty, a na niedzielę wracają do swoich domów.

Tutaj jeszcze powyżej widzimy fotkę z podrabianym ananasem, znalezionym podczas spaceru. Resztę dnia spędziłam już na odpoczywaniu, pobieraniu leków i spaniu, więc to tyle ode mnie na dziś.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników oraz życzę dobrego wieczoru!

PS Przepraszam za opóźnienie!

Julietta(Julia L)

Komentarze

3 odpowiedzi na “Dzień 13: Go to Niniwa”

  1. Jacek

    Kolejny bardzo dobrze opisany dzień fajnie się czyta .
    Duźo zdrowia Julka

    1. Julietta

      Dziękuję❤️

  2. De Poniec

    Pieśni uwielbieniowe są ideolo w takich momentach 😎😎

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *