Szanowni Czytelnicy – Natalia śpi więc pozdrawiamy serdecznie za nią i obiecujemy, że jutro coś do Was napisze o dzisiejszym dniu.
Śpij dobrze Natalko – idziemy wziąć z Ciebie przykład.
/Zosia, Julietta i Gabrysia
Przepraszam za zwłokę! Tak jak mnożna było zauważyć, sen to była mocno towarzysząca mi rzecz w ten sobotni dzień. Ale nie tylko mi! Wspólnie podjęliśmy decyzję, że sobotnie przedpołudnie przeznaczymy na nadrobienie niedoboru snu oraz na regenerację sił.
Zanim to nastąpiło, udaliśmy się na godz. 7:00 na Mszę Świętą do Domu Dziecka. Po niej zasiedliśmy do wspólnego stołu i zjedliśmy (ku już niczyjemu zaskoczeniu) jajecznicę. Pożywieni i ze zmęczeniem wymalowanym na twarzy ruszyliśmy do pokojów przebrać się na 2-godzinny blok czasowy z dziećmi. W międzyczasie Zosia wstawiała pranie, natomiast ja do niej podeszłam w celu dorzucenia kilku swoich rzeczy. Wracając do mojego pokoju, widziałam jak już przebrane i gotowe Ania oraz Julka drzemią na fotelach znajdujących się na korytarzu. Dlatego zasugerowałam nasze zapotrzebowanie na jakiś odpoczynek (którego czułam, że też bardzo potrzebuję). Zatem postanowiliśmy, że zostaniemy i wybierzemy się do naszych pokojów, aby zająć pozycje horyzontalne w naszych łóżkach na następnych kilka dłuższych chwil. Dzięki temu były nadzieje w narodzie, że po południu przybędziemy do sierocińca z większą energią.
*Nie byliśmy umówieni z żadną konkretną grupą dzieci na ten przedpołudniowy czas, także żadne potencjalne dziecięce obietnice ani ustalenia nie zostały przez nas złamane.
Jak się okazało ta energia była nam bardzo potrzebna. Po południu udaliśmy się do dzieci z niepełnosprawnościami, a wiązało się to z potrzebą sił w rękach. O godz. 14 dzieci mają czas na dworze, każde na swoim podpisanym wózku jest wywożone prze swoje Mummy’s na zewnątrz. Tym razem to każdy z nas chwycił za jeden i w rytm muzyki robiliśmy liczne kółka i slalomy na pobliskim ogródku. Dzieciom najbardziej przypadła do gustu piosenka „jeśli jesteś szczęśliwy, klaśnij w dłonie”. Było sporo uśmiechów, okrzyków radości, a także spalonych przez nas kalorii. Czuję, że ten około 1,5-godzinny czas dużo mnie nauczył. Są to ludzie mający ograniczoną możliwość komunikacji, nie mogący w jakikolwiek sposób funkcjonować niezależnie, ludzie, którzy mogłoby się wydawać, że nie wiele mogą wyrazić. Ja w tę sobotę doświadczyłam, że naprawdę wyrażają dużo. Ale w jaki sposób? Poprzez oczy. Uważam, że oczy (a także uśmiech) to fascynujące dary dzięki, którym można dostrzec w drugiej osobie głębię. Da się wyraźnie dostrzec taką głębię człowieka, który może być (mogłoby się często wydawać) zupełnie inny od nas ze względu na np. kolor skóry, rysy twarzy, barwę głosu, język, którym się komunikuje albo właśnie znaczną niepełnosprawność. Po spojrzeniu i mimice można łatwo dostrzec jak jesteśmy do siebie podobni. Nawet jakby inni sugerowali nam, że się różnimy, to ja widzę, że jesteśmy bardzo podobni. Ten sobotni czas przypomniał mi o tym, aby skupiać się właśnie na uśmiechu i oczach, w których zawsze widać światło i cząstkę ludzkości, którą jesteśmy obdarzeni przez naszego Stwórcę.
Wróciliśmy do naszego domu i odczytaliśmy wiadomości od naszych drogich księży (x. Jana oraz x. Dawida), którzy właśnie przebywali trasę 7500 km z / do Zambii. Stale dostawaliśmy od nich informację nt. etapów ich podróży.

Zosia oraz Kuba skorzystali z usług Gabrysi (studentki ratownictwa medycznego), mianowanej przez nas medykiem, a czasami pigułą (taki żarcik). Szkolne pielęgniarki słyną z podawania kropli żołądkowych na jakiekolwiek objawy chorobowe, natomiast nasza Gabrysia z naklejania tape’ów. Czy działa? Podobno tak, chociaż ja jeszcze z tych usług nie skorzystałam.

Dzień zakończyliśmy zjedzeniem kolacji (o dziwo bez jajecznicy) oraz oglądaniem tanecznych występów Julietty sprzed prawie 10 lat, a po tym wszystkim, także nieszporami.

Oj męczący i intensywny jest dla mnie ten czas w Afryce. Dodatkowo, już wiem, że nie warto zaniedbywać snu, ponieważ potem organizm chce nadrabiać poprzez spanie kilkanaście godzin w przeciągu doby. Czy wyciągnę z tego wnioski? Możliwe, że nie, ALE warto próbować.
Pozdrawiam
Natalia
PS Odnosząc się do przyszłości i niedzielnego bloga Julii – mój „makijaż” to było jedynie nałożenie maskary na rzęsy (!), nie sądziłam, że wzbudzi to tyle emocji wśród dzieci. Ale najważniejsze, że mnie poznały, prawda?

Dodaj komentarz