To był bardzo długi i intensywny dzień, ale od początku.
Zaczęliśmy jak zwykle w soboty od porannej Mszy Świętej w Domu Dziecka o 7.00. Po której mieliśmy umówione spotkanie z siostrą Mariolą, ponieważ chcieliśmy się pożegnać z racji, że siostra jedzie na jakiś czas do Polski i już się z nią nie zobaczymy. Daliśmy jej mały upominek i podziękowaliśmy za ciepłe przyjęcie i opiekę podczas pobytu oraz oczywiście zrobiliśmy sobie zdjęcie.

Następnym punktem dnia było szybkie śniadanie, bo dziś w planach był wyjazd na targi i zwiedzanie katedry. Jechaliśmy znowu na pace (chyba nigdy nie znudzi mi się taka jazda, ale trochę wiało) i po około 30 minutach byliśmy na miejscu. Postanowiliśmy się przejść popytać o ceny, a potem kupować. Udało nam się obkupić się na tym targu, więc poszliśmy na małą przerwę do Hungry Lion’a, czyli takiego tutejszego McDonalda. Moim zdaniem lepszy niż McDonald i tańszy.


Ojciec Tadeusz w tym czasie pojechał podwieźć siostrę na lotnisko i idealnie wrócił jak skończyliśmy jeść, dlatego udaliśmy się na drugi targ, gdzie dokończyliśmy zakupy. Na tym targu ceny były wyższe, ale też rzeczy lepiej jakości (w mojej opinii), dlatego z pomocą ojca Tadeusza, który pomagał nam w zbijaniu cen udało się jeszcze dokupić czego nam brakowało.

Kolejnym punktem dnia było zwiedzanie Katedry Dzieciątka Jezus w Lusace i grobu pierwszego biskupa w Zambii Adama Kozłowskiego. Katedra jest imponująca.


W katedra jest tablica upamietaniająca przyjazd św Jana Pawła II do Lusaki, który odprawił uroczystą Mszę Świętą na miejscu, gdzie miała powstać ta katedra.

Kolejno poszliśmy na grób biskupa Kozłowieckiego i chcieliśmy go umyć, ale okazało się, że jest czysty, dlatego przetarliśmy szmatką i płynem, żeby był jeszcze czystszy, pomodliliśmy się i wspominaliśmy historię jego życia.

Ostatnim już punktem naszej wycieczki był sklep spożywczy, gdzie kupiliśmy jedzenie na ostatni już tydzień w Zambii oraz produkty, które chcemy zabrać do Polski.

Po zakupach uśmiechnięci i zadowoleni wrócilismy do Kasisi, ale w drodze powrotnej my jak to my musieliśmy wpaść na coś niestandardowego i zatrzymaliśmy się, żeby kupić 4 m trzciny cukrowej, bo Zosia stwierdziła, że musimy spróbować jak smakuję.

Pozdrawiam ciepło.

Dodaj komentarz